Iński Park Krajobrazowy – do źródeł Iny – Drawieński Park Narodowy. Część druga (ostatnia)

Dzień Trzeci

Około ósmej pobudka. Jest ładnie, ciepło, spokojnie. Jak długo jeszcze dopisze mi pogoda? Lokalni Zubilewicze już prognozują załamanie pogody z piątku na sobotę.

DSC00627
Widok na plażę

Ponieważ dzień wcześniej w zasadzie nie zobaczyłem nic w Reczu, na dzisiaj planuję dokładne zwiedzenie tego miasta. Jednak zanim tam dotrę, z mapą w ręku postanawiam zobaczyć kilka potencjalnie ciekawych miejsc, zwłaszcza pod kątem planowanej wyprawy kajakowej. Pierwsza na mojej drodze była rzeka Stobnica, na wysokości nieczynnych (?) stawów hodowlanych.

Ten lewobrzeżny dopływ Iny bierze swe źródła na zachód od Choszczna i 15 kilometrów dalej oddaje swe wody Inie niedaleko wsi Stradzewo. Postanawiam pojechać do tego miejsca. Po drodze mijam wieś Pomień, a w niej niezwykłe obiekty. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to zabudowania folwarczne w zadziwiająco dobrym stanie (z zewnątrz).

DSC00633 (Copy)
Zabudowania folwarczne w Pomieniu

Piękne są detale…

… zachowane do dzisiaj w niezmienionym stanie.

Źródło: Badking83, fotopolska.eu, dostęp: 18 października 2018 r.

Tuż obok folwarku znajduje się sporej wielkości budynek.

DSC00644 (Copy)

To pałac, wybudowany w połowie XIX wieku. Obecnie mieści się w nim szkoła.

Niemal dokładnie vis a vis pałacu znajduje się kościół o ewidentnej metryce późnośredniowiecznej.

DSC00646 (Copy)

Kościół jest zamknięty, ale to żadna niespodzianka. Znalazłem Panią, która z ramienia proboszcza parafii dysponuje kluczem. Na dzień dobry zostałem ofukany, że kim ja jestem i czego chcę. Ta Pani miała już ostatnio problemy, bo wpuściła kogoś i później sąsiad ze wsi doniósł na Nią do proboszcza. Z każdą minutą coraz bardziej żałowałem, że w ogóle przyszedł mi do głowy tak kuriozalny pomysł, aby obejrzeć kościół od środka. Ponieważ potrzebna była zgoda siły wyższej na wpuszczenie mnie, Pani weszła do domu zadzwonić do proboszcza o zgodę. W międzyczasie od strony kościoła zbliżała się do mnie kolejna Pani. Wyczytałem z jej postawy, miny i wyglądu że znowu zostanę przesłuchany. Zatem tym bardziej poszerzyłem swój uśmiech i pierwszy powiedziałem dzień dobry. Musiałem się przedstawić, powiedzieć kim jestem i czy mam jakąś legitymację. Ponadto zostałem zapytany dlaczego chcę wejść do kościoła (!!!) oraz czy mam zgodę proboszcza. Natomiast gwoździem do trumny było następujące pytanie: skąd wiem, że tutaj jest taki kościół. Nawet nie wiem, jak to skomentować. Witki opadajo…

W każdym razie sytuację uratowała telefoniczna zgoda proboszcza, zatem udało mi się wejść do kościoła. Poza ołtarzem i drewnianym stropem, nie zachowało się żadne wyposażenie zabytkowe.

Szybciutko zostałem wyprowadzony głównym wejściem przez wieżę, i tyle było ze zwiedzania.

DSC00654 (Copy)
pamiątkowa fotka z murku na wschodnią elewację świątyni

Nieco rozgoryczony taką postawą miejscowych, ruszyłem dalej ku północy.

Ponieważ Stobnica uchodzi do Iny kilka kilometrów na północ od Pomienia, postanowiłem pojechać właśnie tam. Tym bardziej, że można było zrobić pętlę, czyli pojechać najpierw lewym brzegiem, wrócić natomiast prawym (można rzecz jasna odwrotnie). Przy drodze wojewódzkiej łączącej Recz z Choszcznem niedawno odbudowano przepławkę dla ryb. Efekt jest piękny, zresztą zobaczcie sami:

Woda przepływa wartkim nurtem pomiędzy głazami, co doskonale słychać. Dla kajakarzy przepłynięcie tego dość płytkiego odcinka między głazami może być wyzwaniem, ale uważam, że jest to do zrobienia.

DSC00678 (Copy)
Bajeczne miejsce. Tylko ta nieszczęsna droga!

Za mostem skręciłem w prawo w drogę pożarową. Przez gęsty, zacieniony las rosnący na pagórkowatym terenie dojechałem do szerokiej doliny Iny. Odcinek do samej wody postanowiłem przejść, albowiem droga obfitowała w garby i doły. Przy obciążeniu sakwami jazda też jest średnią przyjemnością.

Z każdym metrem bliżej rzeki dało się słyszeć coraz głośniejszy huk wody. „Pewnie spiętrzenie” – pomyślałem. Okazało się, że to żadne spiętrzenie, a most na Inie.

DSC00681 (Copy)
Wykonany z dwóch warstw grubych pni przykrytych poprzecznymi, mniejszymi belkami, służył przez wiele dziesięcioleci, jednak świetność swojej konstrukcji miał za sobą. Kilka ogromnych bel obluzowało się i wpadło do koryta, zagradzając je oraz tworząc spiętrzenie.

 

 

Umocnienia koryta i brzegu na tym odcinku w postaci płyt ażurowych z czasem uległy zniszczeniu. Kilkanaście z nich osunęło się do rzeki, a te, znajdujące się nieco wyżej lustra wody, zostały podmyte i poprzesuwane względem siebie. Ten fragment szlaku jest bardzo trudny dla kajakarzy, albowiem pod mostem nie da się przepłynąć (zbyt małe światło), brzegi natomiast są wysokie i dość strome, z zapadniętymi płytami betonowymi i zarośnięte pokrzywami.

Z drugiego brzegu widać ujście Stobnicy (z prawej strony) do Iny. Szerokość koryt obu rzek jest bardzo zbliżona.

DSC00679 (Copy)
Jeszcze selfie ze statywu na tle doliny…

DSC00687 (Copy)

I jadę wzdłuż prawego brzegu Stobnicy. Z czystej ciekawości obejrzałem sobie w domu odwzorowanie terenu, przez który przejeżdżałem, na Geoportalu. Oto, co znalazłem:

Źródło: mapy.geoportal.gov.pl, dostęp: 18 października 2018 r.

Z lewej strony rzeki znajdują się pozostałości grodziska w postaci wałów, z drugiej strony natomiast najprawdopodobniej pozostałość osady. Oba obiekty zarośnięte i niewidoczne gołym okiem z poziomu roweru. Chronologia mi nieznana, nie wiem nawet czy to stanowisko zostało uwzględnione w arkuszach AZP.

Kawałek dalej, z lewej strony, napotkałem takie oto konstrukcje:

 

 

Są to dwa żelbetowe cylindry na rzucie wieloboku wpisanego w okrąg. Nie są przykryte żadnym zadaszeniem, natomiast posiadają dość niskie włazy (przykryte obecnie blachą) oraz nieco powyżej otwory bez wypełnienia. Wysokość cylindrów to ok. 4 metry. Pierwsze moje skojarzenie: ujęcie wody. Na pewno nie było to związane z budową tzw. berlinki (przebiegała na północ) oraz z umocnieniami wału pomorskiego, biegnącymi na południe od tego miejsca. Na Geoportalu widać, iż pod budowę tych cylindrów usunięto fragment północnego krańca nieznacznego przewyższenia terenu nad rzeką. Nieco bliżej skarpy, na południe od cylindrów, usypano niewielki wał przypominający kształtem orzech nerkowca. Jest on na tyle regularny, iż można go wiązać z całym obiektem.

Created with GIMP

Źródło: mapy.geoportal.gov.pl, dostęp: 18 października 2018 r.

Stobnica tutaj jest piękną, czystą rzeką, rozdzielającą tereny leśne od łąk.

DSC00690 (Copy)
Zdjęcie jest „trochę” krzywe, za co z góry przepraszam estetów i speców od fotografii.

W nurcie znajduje się bardzo dużo zwalonych drzew, upadek których wiązałbym z działalnością bobrów.

DSC00689 (Copy)
Gryzł, gryzł, aż wygryzł.

Jadę dalej, na południe. Przy drodze spotykam zgrabną panią, zajętą  spożywaniem liści.

DSC00697 (Copy)

W końcu dojeżdżam do Recza. Na wjeździe wita przyjezdnych brama choszczeńska.

DSC00699 (Copy)

Jest to pierwotna brama średniowiecznego Recza, pochodząca z XIV wieku – jeden z kilku zachowanych zabytków, pochodzących z tamtych czasów. Samo miasto zachowało średniowieczny układ ulic wewnątrz murów miejskich. Najlepiej jest on widoczny na zdjęciu satelitarnym, albowiem pośród PRL–owskich bloków i domów jednorodzinnych trudno jest poczuć ducha średniowiecza.

recz_rzut_geoportal
Źródło: mapy.geoportal.gov.pl, dostęp: 18 października 2018 r.

Nad całym miastem góruje wieża gotyckiego kościoła z XIV wieku, obecnie świątynia rzymskokatolicka pod wezwaniem Chrystusa Króla. Tutaj widziana z południowej linii murów obronnych:

DSC00806 (Copy)

Oprócz murów obronnych miasta (niestety znacznie zniszczonych), ważnym zabytkiem jest baszta drawieńska – element drugiej, wschodniej bramy miasta, kierująca podróżnych w stronę Drawna.

DSC00812 (Copy).JPG

Po sąsiedzku, na południe od baszty, można obejrzeć czatownię datowaną na XV wiek.

DSC00807 (Copy)

Recz jest miejscem tak bogatym w historię, że nie miejsce tutaj na rozwijanie jego wielowątkowych dziejów – zajmę się tym w osobnym wpisie.

Podczas doraźnych zakupów w miejscowym markecie, do moich uszu dobiegają dźwięki dzwonu kościelnego, a ściślej cztery jego uderzenia. Powoli trzeba się rozglądać za miejscem noclegowym. Ponieważ słońce jest jeszcze dość wysoko, postanawiam przejechać się terenami mi bliskimi, czyli: znów poligon. Tym razem zupełnie legalnie, drogą wiodącą od miejscowości Sulibórz do Prostyni, przez Głębokie i Jaworze. Siedem lat temu w tzw. koszarowcu w Głębokiem spędziłem swój pierwszy, niezwykle udany sezon na wykopaliskach archeologicznych w Nowym Łowiczu, zatem mój sentyment do tego miejsca pozostaje ogromny. Wyjeżdżając z Recza (bądź do niego wjeżdżając) mijamy po drodze niezwykłej urody landszaft z niewielkim jeziorkiem.

DSC00826 (Copy)

Za torami w miejscowości Wielgoszcz skręcam ku północy, na drogę wojewódzką numer 151 wiodącą do Świdwina. Zdecydowanie zmniejsza się ruch pojazdów, pogarsza się stan drogi, ale jest zupełnie akceptowalny. Pokonawszy krótki podjazd, w oddali z lewej strony naszym oczom ukazuje się pas wysokiego lasu, ciągnący się wzdłuż drogi. Tuż za nim schowany jest kilkukilometrowy przełom rzeki Iny, rozpoczynający się nieco powyżej mostu na trasie Sokoliniec Suliborek, a kończący się na wysokości Wielgoszczy. Aż dziw bierze, że ten odcinek nie został jeszcze uznany jako rezerwat krajobrazowy. Geoportal daje jako takie wyobrażenie o różnicy wysokości między lustrem wody Iny a krawędziami wąwozu. Na moje oko są to przewyższenia przekraczające 50 metrów. Z poziomu rzeki strome zbocza wąwozu muszą sprawiać kolosalne wrażenie.

przełom Iny
Źródło: mapy.geoportal.gov.pl, dostęp: 18 października 2018 r.

W Rybakach złożyłem wizytę Pani Marioli, która od lat prowadzi restaurację Młyn w Dolinie Iny.

Młyn Rybaki na Facebook.com

DSC00832 (Copy)

Niezwykle malownicze miejsce, w którym można odpocząć oraz dobrze zjeść. Zabudowania dawnego młyna oraz gospodarstwa z nim związanego leżą w widłach Iny oraz (nieczynnego) kanału młyńskiego. Obecnie budynek młyna jest w złym, lecz stabilnym stanie – wejście do niego jest jednak wzbronione.

DSC00835 (Copy)

Wyjeżdżając z Rybaków, nie da się nie zauważyć po prawej stronie postawnych ruin neogotyckiego kościoła, pochodzącego z połowy XIX wieku.

DSC00840 (Copy)

Po kilku kilometrach dojeżdżam do Suliborza. Tam też oglądam (tylko z zewnątrz) kościół pw. św. Wojciecha.

DSC00856 (Copy)

Świątynia posiada metrykę średniowieczną, sięgającą XIII wieku. Przez stulecia miejscowość była niemal doszczętnie wyniszczana, z kościołem włącznie. Po II wojnie światowej kościół był ruiną do 1990 roku, kiedy rozpoczęto jego odbudowę. W 1997 roku został „oddany do kultu”, jak podaje oficjalna strona Archidiecezji Szczecińsko – Kamieńskiej.

Skrót do drogi Sulibórz – Prostynia prowadzi obok zabytkowych zabudowań dawnego majątku. Tuż przed wyjazdem z brukowanej drogi na asfalt przejeżdżają przede mną cztery duże i głośne Rosomaki, każdy z działonowym w wieżyczce armatniej. Niesamowite wrażenie. Niestety nie zdążyłem wyjąć aparatu i zrobić zdjęć.

Niezwykle malowniczą trasą, przecinającą wododział Iny i Drawy, docieram do miejscowości Głębokie, nad jeziorem o tej samej nazwie. Znak przy wjeździe daje jasno do zrozumienia, że obozują tu nie tylko wojska polskojęzyczne.

dsc00862-copy1.jpg

Niesamowitą historię tego miejsca, z wieloma szczegółami, opisał Zbigniew Mieczkowski we wspomnianej już w poprzednim poście monumentalnej monografii poligonu drawskiego, na stronach 174179. Można też posilić się poniższym artykułem:

http://kaliszpom.pl/aktualnosci/wycieczka-do-glebokiego-lasu-i-sredniowiecza/

Nie znalazłem informacji jak głębokie jest jezioro Głębokie, natomiast sprawdziłem jego przejrzystość i temperaturę, która była dość wysoka jak na tę porę roku (+ – 18 stopni). Samo jezioro prezentuje się przepięknie, z gęstym lasem okalającym je z każdej strony.

DSC00864 (Copy)
Zachodnia część jeziora
DSC00863 (Copy)
Wschodnia część jeziora

Po kąpieli jadę dalej, w stronę Prostyni. Tuż przed Jaworzem mijam skręt w lewo na potocznie zwaną „południówkę” poligonową, czyli Drogę Południową. Jest to główna asfaltowa arteria, wiodąca południkowo przez środek poligonu. Ponieważ odbywały się strzelania, wjazdu na tereny ćwiczeń strzegł żołnierz. W Jaworzu, gdzie umiejscowiono teren ćwiczeń dla grup rozpoznawczych, wysoko na czubku drzewa siedział kruk. Zapewne z fotograficznym okiem…

DSC00866 (Copy)

Przed dojazdem do Prostyni droga prowadzi przez piękny wąwóz, prowadzący do doliny rzeki Głębokiej. W tym miejscu jest już całkiem szeroka, co uwidacznia poniższe zdjęcie:

DSC00880 (Copy)

Dosłownie kilkadziesiąt metrów za mostem Głęboka zasila swymi wodami Starą Drawę, która z kolei kawałek dalej wpada do rzeki Drawy, choć de facto jest to dawna rzeka o nazwie Prostynia. Od 1918 roku, czyli od momentu oddania do użytku elektrowni wodnej w Borowie, rzeczka ta, wraz z dodatkowymi budowlami i rozwiązaniami hydrotechnicznymi stała się głównym nurtem Drawy, zwanym obecnie także Nową Drawą – w odróżnieniu od Starej Drawy, czyli pierwotnego koryta.

Tuż za granicą poligonu przejeżdżamy pod wiaduktem kolejowym i wjeżdżamy na krajową dziesiątkę. Jak zwykle, droga ta jest zatłoczona dziesiątkami TIRów. Zajechałem na znane mi miejsce dla kajakarzy, na prawo od Drawy. Swego czasu był tutaj bar.

DSC00890 (Copy)
Zapiekanki może nie były za specjalne, ale za to lał się browar zimny jak lód… ech, piękne czasy!

Poziom wody w Drawie drastycznie niski.

DSC00902 (Copy)

Selfiaczek w tym miejscu to masthew wszelkich sezonów na wykopaliskach w Nowym Łowiczu. Z pozdrowieniami dla Ekipy!

DSC00901 (Copy)

Na nocleg upatrzyłem sobie jezioro Mąkowarskie, a dokładniej jego północny brzeg (choć niektórzy spali w jeziorze… kto by pomyślał, 40 lat temu!). Po kilkuset metrach w towarzystwie huczących ciężkich aut skręciłem w prawo na Cybowo. Miejscowość jest wybitnie wojskowa, z licznymi niskimi blokami mieszkalnymi i typowym peerelowskim sklepem.

Oczywiście browar z wódą leje się w każdym kącie, Wielkie Bachanalia Polskie docierają swym zasięgiem przede wszystkim do takich małych miejscowości. Wszak jest czwartek, a to taki Mały Piątek, zatem wiadomo, szable w dłoń i przechylamy.

O zmierzchu dojeżdżam na miejsce noclegu. Dość silny wiatr od strony jeziora zapowiada zmianę pogody. Oby nie od samego rana.

Dzień Czwarty

Pobudka ok. 8 rano. Pogoda piękna, wiatr zelżał.

DSC00910 (Copy)
Ciemno, Panie / Na tej oto polanie / Nad jeziorem Mąkowarskim / Słychać jeno jeleni porykiwanie” (autor nieznany, Królestwo Polskie, XII wiek przed Chrystusem)

Nieco dalej, na głównej drodze, słychać hałas przerzucanych kłód ze składowiska na auto. Dzisiejszy dzień mam zamiar przeznaczyć przede wszystkim na zwiedzenie Drawna oraz pozyskanie wartościowych publikacji. Poza tym dzisiaj wieczorem dołącza do mnie Madzia, więc moja morda się raduje.

Około 10 wyjechałem znad jeziora Mąkowarsko i skierowałem się na południowy wschód, wzdłuż krawędzi jeziora. Dojechawszy malowniczą trasą do Rościna, zatrzymałem się na moment w miejscu wodowania kajaków na Drawie. Tutaj niski poziom wody uwidacznia się jeszcze jaskrawiej niż w Prostyni.

DSC00914 (Copy)

Z Rościna do Drawna prowadzi droga długa na parę kilometrów. W jej połowie, mając dość nudnej prostej trasy, słońca świecącego prosto w oczy a także uporczywej „tarki” na drodze, postanowiłem zjechać w lewo, ku rzece. Wyjechałem na drewnianym moście, po którego drugiej stronie znajduje się piękne miejsce do biwakowania.

DSC00918 (Copy)

Liczne nowe i stare wiaty oraz miejsca ogniskowe, czyste i pachnące tojki (wow), a także bezpośredni dostęp do rzeki powodują, że to tutaj spędzimy kolejną noc. Godzina była młoda, ruszyłem więc do Drawna na rekonesans.

Byłem w tym mieście parę lat temu; wówczas sprawiało wrażenie podupadłego. Teraz wrażenia miałem dużo lepsze, choć przy rynku nadal straszy szara ruina domu handlowego. W informacji turystycznej, dokąd udałem się najpierw, otrzymałem całą gamę materiałów promocyjnych: mapę miasta i gminy Drawno, przewodniki i informatory, a także piękny album fotograficzny o Drawnie. Mając świadomość, iż Madzia przyjedzie autem, brałem te materiały bez większych oporów – chyba że zaliczę do nich opór sakw, nie należących do zbyt rozciągliwych.

Brakowało mi jeszcze dobrej, średnioskalowej mapy Drawieńskiego Parku Narodowego, udałem się zatem do Punktu Informacji Turystycznej DPN przy przewężeniu między jeziorami Grażyna i Adamowo, a właściwie Rudno Wielkie i Dubie.

DSC00943 (Copy)
PIT DPN

À propos: skoro jest jezioro Rudno Wielkie, można sobie zadać pytanie: a gdzie jest jezioro Rudno Małe? Ano jest, i to po sąsiedzku. Jezioro to jest obecnie zarośniętym zbiornikiem, przez który kilkoma korytami przepływa Drawa. Przypomina to nurt rzeki anastomozującej, czyli płynącej jednocześnie licznymi płytkimi, przeplatającymi się korytami, tak jak Amazonka i Narew. Oczywiście to nie ta skala zjawiska (i może źle przeze mnie zakwalifikowane), niemniej jednak jest to bardzo ciekawe.

Tak wygląda porównanie obszaru Drawy przed wpłynięciem do jeziora Rudno Wielkie na mapie topograficznej oraz na zdjęciu satelitarnym z Geoportalu.

drawa rudno małe
Źródło: mapy.geoportal.gov.pl, dostęp: 18 października 2018 r.

W Drawnie do dzisiaj zachował się zabytkowy kościół z wieżą o efektownej konstrukcji ścian – tak zwanym murem pruskim.

DSC00927 (Copy)
Takie tam pod kościołem.

W międzyczasie do Drawna zawitał porywisty wiatr, a nadciągające od zachodu ogromne chmurzyska zwiastowały to, co zostało już przepowiedziane – załamanie pogody. Zdążyłem jeszcze wdrapać się na wzgórze zamkowe, na którym z dawnego zamku rodu von Wedel, posadowionego tu ponad 700 lat temu, pozostały jedynie dwa narożniki.

 

 

Pomimo skromności zachowanych reliktów, dają one wyobrażenie jak duży musiał to być obiekt oraz jak mocno górował nad okolicą. Nawet teraz, ze wzniesienia zamkowego,  można nacieszyć oczy pięknym widokiem na jezioro Rudno Wielkie.

Po 15 zrobiłem jeszcze zakupy i pojechałem na upatrzone miejsce noclegu. Szczęśliwie zdążyłem rozłożyć namiot, rozpakować bambetle i umyć się w rzece, albowiem po chwili nastała ulewa. Wtórowały jej donośne, choć daleko bijące uderzenia piorunów. Madzia dojechała po godzinie 21, zatem wypiliśmy jeszcze herbatę, pogadaliśmy i poszliśmy spać. Następnego dnia pogodę zapowiadano nieco bardziej przystępną, choć temperatura miała się znacznie obniżyć: z 22 do 15 stopni.

Dzień Piąty

Deszcz przestał padać, niebo praktycznie bezchmurne, piękny dzień na kontynuowanie wycieczki – tym razem we dwoje. Podczas porannego obejścia terenu z kubkiem tyleż pysznej, co szybko stygnącej kawy, Drawą nadpłynęła z obu kierunków rodzina łabędzi.

DSC00944 (Copy)

Rodzic daje krótką lekcję dzieciom o tym jak być niewidzialnym (Monty Pythona się naoglądał, sprytny zwierzak!).

DSC00947 (Copy)

Unosząca się ponad wodą para wskazuje dobitnie, jak zimno się zrobiło w ciągu nocy.

DSC00946 (Copy)

Na sobotę i niedzielę zostawiłem nam obojgu wisienkę na torcie mojej wyprawy, czyli Drawieński Park Narodowy. Wstyd mi się przyznać, jednak jest to zupełna prawda: jako mieszkaniec Pomorza od 34 lat, nigdy tam nie byłem. Ani razu. Choć przez ostatnie siedem lat bywałem w Drawnie, Kaliszu Pomorskim i okolicach, to jednak moja noga nigdy nie przestąpiła granicy Parku. I bardzo tego żałuję… ale o tym poniżej.

Najpierw trzeba było się ogolić. Z braku laku dobry Fiskars – uniwersalny sprzęt.

DSC00948 (Copy)

Po śniadaniu zapakowaliśmy rowery na dach i pojechaliśmy do Drawna, aby tam pozostawić auto. Ponieważ dzień wcześniej widziałem plakaty reklamujące Święto Jabłka w Drawniku, zdecydowaliśmy, aby tam zacząć zwiedzanie. No to w drogę!
W Drawniku dobiegł mnie dźwięk telefonu. Dzwonił do mnie serdeczny kolega Marek. Od razu pomyślałem, że telefon od Niego tu i teraz jest nieprzypadkowy. Oczywiście tak było. Przywitaliśmy się, obeszliśmy z Madzią całą imprezę i stoiska, napiliśmy się świeżo wyciśniętego soku jabłkowego, po czym wróciliśmy do stanowiska lepienia garnków, gdzie Marek prowadził warsztaty. Ustawiłem się w kolejce, ponieważ nigdy nie toczyłem naczyń w glinie.

 

 

Oczywiście moje pierwsze dzieło okazało się dość koślawym naczyniem, niemniej radochę miałem ogromną.

Pożegnawszy się, zrobiliśmy obczajkę mapy. Ponieważ Dyrekcja DPN bardzo mądrze i rozsądnie poprowadziła szlaki turystyczne pieszo – rowerowe, istniała możliwość jazdy rowerem praktycznie przy brzegu rzeki, głównie od zachodniej strony, po krawędziach stromych stoków. Już pierwszy odcinek od Drawnika do Barnimia sprawił, że odechciało mi się robić zdjęć, ponieważ musiałbym robić je nieustannie, a i tak nijak by nie oddały tego, co widzieliśmy.

Piękno rzeki i jej otoczenia, cisza i spokój panujące wokół, są nie do opisania. Zakochałem się.

DSC00972 (Copy)

Po drodze był nawet eko–kibelek, choć może bardziej pisuar. Duchamp byłby się ubawił widząc to:

 

 

Ilość i wielkość wciąż zielonych buków przyprawiała o zawrót głowy. Jeśli ktoś lubi buczynę z jej mrocznym i tajemniczym klimatem, to jest miejsce dla niego.

Ponieważ zbliżała się godzina 17, trzeba było podjąć decyzję odnośnie miejsca noclegowego. Do wyboru mieliśmy dwa: Pstrąg lub Sitnica. Zdecydowaliśmy się jechać na Sitnicę. W Zatomiu przejechaliśmy przez Drawę wąską kładką, pnąc się coraz wyżej, aż do skraju doliny Drawy. Nieprawdopodobnie malownicza droga, z głębokimi wąwozami i starym drzewostanem bukowym.

Sitnica okazała się być dość rozległym miejscem nad samą rzeką, gotowym do przyjęcia 80 osób na biwak. Myślę, że w sezonie letnim ilość osób tam biwakujących podwaja się.

Szczęśliwie zastaliśmy żarzące się jeszcze ognisko, wystarczyło przenieść żar pod miejsce przez nas upatrzone do rozłożenia namiotu, i ognisko mieliśmy gotowe. Administracja Parku Narodowego przygotowała sporo drewna opałowego ułożonego w regularną ścianę, zatem chyba po raz pierwszy nie musiałem ganiać po lesie w poszukiwaniu sensownych badyli i drągów. Biorąc pod uwagę fakt, iż to teren parku narodowego, jest to logiczne i oczywiste rozwiązanie.

Przyszła lodowata noc, a po niej chyba jeszcze bardziej lodowaty poranek. Nie zdziwiłbym się, gdyby słupek termometru wskazał w tym miejscu 4 stopnie. Na szczęście udało się dość szybko rozpalić ognisko, więc warunki były już dużo bardziej komfortowe.

Po śniadaniu i przygotowaniu się do dalszej jazdy, uwieczniliśmy się na tle Drawy:

DSC00980 (Copy)

Jedziemy. Dzisiejszą trasę wyznaczamy z myślą wczesnego powrotu do Drawna. Nastała  niedziela, a do Kołobrzegu spory kawałek drogi.

Kierujemy się na południe, w stronę Głuska. Na wysokości osady Moczele przejeżdżamy na drugą stronę Drawy. Na moście ucięliśmy sobie bez mała godzinną pogawędkę z Panią Elwirą i Panem Wojtkiem z Czarnkowa, niezwykłymi ludźmi, którzy, podobnie jak my, każdą wolną chwilę spędzają na wolnym powietrzu. Znają DPN jak własną kieszeń. Najlepsze pozdrowienia!

Dojechaliśmy do Głuska. Tam, przy elektrowni wodnej, trwają poważne prace budowlane. Większość terenu poniżej elektrowni jest ogrodzona, stoi ciężki sprzęt. Przejechaliśmy przez Głusko, i dalej na północ, nad jezioro Ostrowiec. Po drodze, za parkingiem, przejeżdżamy mostem przerzuconym nad Kanałem Głuchym. Kanał ten doprowadza wodę do łąk na zachód od Głuska („opływa” wieś od południa!), a także zasila stawy rybne w przysiółku Rybakówka.

DSC00981 (Copy)

W przeciwieństwie do Kanału Sicieńskiego, w którym brak jest wody (efekt bezmyślnych prób reanimacji), w Kanale Głuchym woda jest i płynie.

Zastawki pilnuje stróż z kijem. Kijem samobijem.

DSC00982 (Copy)

Wspomniany Kanał Sicieński, dzisiaj suchy i zarośnięty, jest zabytkiem hydrotechniki (niestety niechronionym przez żaden z Wojewódzkich Urzędów Ochrony Zabytków, ani przez zachodniopomorski, ani przez lubuski) o ponad 150–letniej historii.

rzut układ wodny głusko

Pozwolę sobie zacytować słowa ze strony internetowej DPN:

„Eksploatowany był do II wojny światowej do nawadniania łąk koło Miradza i Głuska. Kanał Sicieński przebiega na dystansie około 22 km. Poprowadzono go stokami, trawersem doliny rzecznej, wysoko ponad lustrami jezior – tuż nad ich brzegami, a odcinkami odbiegał od linii brzegowych i prowadzony był nad poziomem terenu łąk akweduktem ziemnym. To charakterystyczna budowla dla sztuki hydrotechnicznej początku XIX wieku, stanowi podstawowy składnik tzw. skokowo – grzbietowego systemu melioracyjnego. Po wojennych zniszczeniach przeprowadzono remont [!!!!! MK] – pogłębiono koryto niszcząc przy tym warstwę izolacyjną [wykonaną z gliny – MK]. Kanału nie udało się już nawodnić i obecnie na całej długości pozostaje suchy.”

Źródło: https://dpn.pl/historia-terenu, dostęp: 18 października 2018 r.

Przebieg kanału w terenie jest dobrze uchwytny. Niemniej jednak lepszy, dokładniejszy obraz tego niezwykłego obiektu daje nam niezastąpiony Geoportal.

Na wysokości półwyspu Korea na jeziorze Ostrowiec kanał rozdzielono na dwie odnogi.

koryto siecińskiego
Źródło: mapy.geoportal.gov.pl, dostęp: 18 października 2018 r.

Zachodnia odnoga prowadzi bezpośrednio do przysiółku Rybakówka. Wschodnia odnoga została poprowadzona dalej po trawersie na zboczu nad jeziorem Ostrowiec, i w stronę Głuska.

kanał sicieński trawers
Źródło: mapy.geoportal.gov.pl, dostęp: 18 października 2018 r.

Nie jest dla mnie jasny układ panujący między wschodnią odnogą Kanału Sicieńskego a Kanałem Głuchym. Wydają się być prowadzone osobnymi korytami. Ponadto…
zresztą, zobaczcie sami.

rzut układ wodny głusko
Źródło: mapy.geoportal.gov.pl, dostęp: 18 października 2018 r.

Niezłe zamieszanie. Bez pół litra, Panie, tego, nie rozbierzesz…

W każdym razie jest to osobny temat, w zakresie którego mam zamiar poszerzyć swoją wiedzę. Nie omieszkam podzielić się nią w osobnym wpisie.

Wracając z wody na ziemię, kierujemy się na północ ku osadzie Ostrowite. Po drodze mijamy przepiękne i tajemnicze jezioro Czarne o zielonkawo – turkusowej barwie.

drawienski_park_narodowy_-_brzeg_jeziora_czarnego
Źródło: commons.wikimedia.org, dostęp: 18 października 2018 r.

Jeszcze ciekawsze jest otoczone wysokimi zboczami niewielkie oczko wodne na południowym skraju jeziora, połączone z nim krótkim ciekiem wodnym. Nazwa takiego obiektu pochodzi z języka serbskiego: jest to ponor. Dość ponury ponor.

sam_0108
Źródło: http://odpierwszegokroku.blogspot.com, dostęp: 18 października 2018 r.

Ponor jest obiektem związanym ze zjawiskami hydrologicznymi i geologicznymi. Wody, które spływają do niego wąskim kanałem z jeziora Czarne, odprowadzane są pod ziemię, co umożliwione jest przez rozpuszczalność skał znajdujących się w tym miejscu (mogą to być np. wapienie). Podczas zajęć terenowych na kursie przewodnickim  dowiedziałem się od Pana Tomasza Dudy*** o badaniach tutaj przeprowadzonych. Otóż chcąc sprawdzić w którym miejscu woda z ponoru wypływa na powierzchnię, do zbiornika wpuszczono barwnik. Okazało się, że zabarwiona woda wypływa kilkadziesiąt metrów dalej i zasila wody Płocicznej.

Ponor w profilu ma kształt leja, lecz wbrew wszelkim wyobrażeniom (także, nie ukrywam, moim) nie wygląda jak wir odpływu w wannie. Czasami dało się zauważyć nieznaczny ruch spiralny na powierzchni wody, jednak obecnie jedno z drzew zawaliło się wprost na zbiornik, zaburzając tym samym ruch. Ponor w Drawieńskim Parku Narodowym jest nie lada atrakcją, albowiem na naszych terenach występuje bardzo rzadko, jeśli w ogóle.

Nad jeziorem Czarne zrobiliśmy przerwę na kawę. Przy okazji zaciekawiła mnie pewna rodzina.

DSC00988 (Copy)

Samo jezioro jest dosłownie pełne tajemnic. Wystarczy wspomnieć, iż mimo że nie ma ono żadnego dopływu, a jego wody odpływają poprzez ponor do Płocicznej, to poziom wody powoli, acz ustawicznie wzrasta. Bardzo głębokie, sięgające 29 metrów, krystalicznie czyste, nieskażone. Cud natury.

Przedostatnim punktem naszej drogi do Drawna była osada Ostrowite, a w zasadzie ruiny tamtejszego kościoła oraz cmentarz. Na jego temat można znaleźć w internecie wiele informacji, ograniczę się zatem do kilku zdjęć detali nagrobnych.

Chwila zadumy.

 

 

Ostatnim, acz bezwzględnie obowiązkowym punktem były ruiny młyna i węgorni na Płocicznej. Miejsce obłędnie piękne, położone u stóp wysokich zboczy doliny rzecznej.
Z oddali słychać huk przewalającej się wody przez ruiny betonowego jazu .

Aparat w rękach Madzi robi dużo lepsze zdjęcia niż w moich koślawych rąsiach.
Chociaż to przecież nie aparat, ale człowiek zdjęcia robi.

 

 

Pora wracać. Przez Pustelnię, Sówkę, Jaźwiny i Międzybór docieramy do drogi asfaltowej, prowadzącej nas prosto do Drawna. Zbliża się godzina 19, niebo schowane jest już całkowicie za pokrywą szarych, brudnych chmur. Delikatnie zaczyna siąpić. Rowery i pozostałe bagaże pakowaliśmy już w sporym deszczu. Zmęczeni, lekko podziębieni, ale przepełnieni widokami, które pozostaną nam w pamięci na długo, docieramy do Kołobrzegu około 22.

*****

Podsumowując:

Była to jedna z moich najlepszych wypraw. Odwiedziłem tyle ciekawych miejsc, że każde z nich z osobna zasługuje na uwagę i dociekliwość badawczą. Żywię nadzieję, że pokazując tak wiele niepozornych i zapomnianych miejsc, dam impuls Wam, Czytelnikom, do podążenia w podobnym kierunku. Zachęcam do czytania, oglądania, przeglądania dostępnych publikacji i przewodników. Da to asumpt do stworzenia własnej, oryginalnej trasy, wytyczonej przez Was i przejechanej. To jest największa satysfakcja. Niech prowadzi Was wasza własna ciekawość świata. To jest bodaj najlepszy i najskuteczniejszy przewodnik po świecie nas otaczającym.

A Pomorze piękne jest, i basta!

Trasa całej wyprawy na Bikemap.net

1 myśl w temacie “Iński Park Krajobrazowy – do źródeł Iny – Drawieński Park Narodowy. Część druga (ostatnia)”

  1. Michał odkrywa dla nas mniej znane zakątki pomorskiego interioru, które, zgodnie z Jego puentą, jest piękne! Stworzył hasło, które można umieścić pod każdym z wpisów i należy je powtarzać według dobrej szkoły Katona Starszego.
    Siedzę przed komputerem, kolejne strony pewnej książki czekają na redakcję… Dzięki, że na chwilę wyrwałeś mnie stąd! Na Pomorze, które piękne jest, i basta!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s